Zespół nieszczęśliwych wypadków czy brak pokory? O grzechach biegaczy słów kilka

19 marca 2020
Zespół nieszczęśliwych wypadków czy brak pokory?

Szacunek i pokora. Dwa słowa, które również w świecie biegowym powinny znaczyć bardzo dużo. A jak jest naprawdę? Czy wystarczająco często bijemy się w piersi i realnie oceniamy swoje możliwości? Czas na rachunek sumienia.

Ten tekst to nie zarzut ani próba napiętnowania jakichkolwiek zachowań. Przeciwnie. To spojrzenie z dystansem na siebie i innych biegowych kompanów, a konkretnie na próby tłumaczenia tego, że nie zawsze wszystko musi iść po naszej myśli.

Na przestrzeni lat, dziesiątków startów oraz setek jednostek treningowych, każdy z nas przeszedł ewolucję. Wystarczy porównać obecne nawyki żywieniowe czy świadomość budowania swej formy do tego stanu wiedzy, jakim dysponowaliśmy jeszcze kilka lat temu. Pracujemy też nad psychiką. Staramy się spokojniej podchodzić do startów, zaplanować wszystko od A do Z w takim stopniu, by w dniu imprezy skupić się już tylko na wykorzystaniu zgromadzonej mocy i energii. Zastanawiam się jednak czasem, czy w tym wszystkim nie gubimy tego, co najważniejsze. Tego, co powinno nas napędzać zawsze i sprawiać, że każda impreza to piękne wydarzenie. O czym myślę? O szacunku i pokorze. Szacunku względem siebie i innych oraz o pokorze w ocenianiu swych umiejętności.

Przykładowa rozmowa dwóch biegaczy po zawodach. Hmmm… brzmi znajomo?

– Jak Twój wynik?

– (Pada czas)

– Ooo, super! Brawo. U mnie fatalnie, dramat. (Pada szereg wytłumaczeń)

– Tak, a ile miałeś?

– (Pada czas podobny do osiągniętego przez drugiego rozmówcę)

Doceń, by zostać docenionym

Czy nie lepiej przyznać przed samym sobą i przed rywalem-kumplem: „Byłeś dziś lepszy, gratuluję! Odegram się jednak i jeszcze Cię dogonię! Zobaczysz”.

Czy nie lepiej w tym upatrywać pola do dalszej rywalizacji? Czy po udanym rewanżu, po tym, gdy „dołożysz” znajomemu te kilkadziesiąt sekund, jego szczere uznanie - bez niekończących się tłumaczeń - nie będzie brzmiało jak faktyczne docenienie Twych starań i wysiłków? Będzie! Tak, wiem. Każdy z nas pracuje dla siebie, dla swojej formy, dla swojego ciała. Ale każdy z nas też - tak po ludzku - lubi być docenionym. Mam tu na myśli wszystkie życiowe płaszczyzny – prywatną, zawodową i sportową. Życie z wzajemnym szacunkiem jest po prostu przyjemniejsze.

Twoje wnioski tak samo ważne jak Twoje nogi

Może więc nie w czynnikach zewnętrznych należy upatrywać gorszego niż się spodziewałeś wyniku? Może zawiniła błędna taktyka? A może poniosły Cię emocje i zbyt szybko wystartowałeś? Albo źle zaplanowałeś żywienie i zabrakło Ci energii lub przeciwnie, dzień przed zawodami pogubiłeś się z dietą i w dniu startu byłeś ociężały? A może nie jesteś po prostu tak dobry, za jakiego się uważasz? Odpowiedzmy sobie na te pytania, wyciągnijmy wnioski. Mamy w sobie już tyle doświadczenia, że grzechem jest nie wykorzystywać naszej wiedzy i przeżyć. Wyciąganie wniosków jest tak samo istotne, jak mocne nogi. A może nawet bardziej.

Znaleźć równowagę

Nie stawajmy się niewolnikami naszych nadmiernych ambicji i chorej rywalizacji. Pracujmy nad swoją formą i głową. Jedno i drugie musi iść w parze. Czy udany rewanż nie będzie wtedy smakował lepiej? Czy najlepszą nagrodą dla nas nie będzie odwzajemniony szacunek drugiego zawodnika? Co powiemy za kilka tygodni, gdy naprawdę przeszkodzi nam złośliwy los i nie będziemy mieli na niego wpływu? Czy nie wyjdziemy wtedy na niepoważnych ludzi, podczas gdy faktycznie nie „zagra” czynnik zewnętrzny?

Pamiętajmy – pełny szacunek uzyskamy właśnie wtedy, gdy prócz siły fizycznej pokażemy klasę, pokorę, trzeźwe spojrzenie. Nie tłumaczmy się za linią mety. „Drogi kolego, byłeś dziś lepszy! Nie dałem rady dotrzymać Ci kroku” – przyznajmy przed sobą i innymi. Życie sportowca stanie się wtedy lepsze, a atmosfera wokół zdrowsza. Jesteś tak dobry jak Twój ostatni start, a możesz być bardzo dobry, jeśli taki właśnie będzie Twój kolejny występ.

 

Przybij piątkę i walcz dalej.

Bartek Stępień

 

fot. Pixabay

#zostańwdomuAKTYWNIE

Facebook

Instagram